Zrozumiałam , że to koniec dla mnie.
Myślałam o pewnych rzeczach. Nagle poczułam taki "zastrzyk" ! Na prawdę
to była strzałka usypiająca. Padłam na ziemię. Ogier do mnie podbiegł.
- Odejdź stąd - powiedziałam ledwo żywa - Nie ! - krzyknął. Ostatnimi siłami kopnęłam go. Ogier schował się za drzewo. Jacyś "ludkowie" do mnie podeszli. Zabrali mnie. Obudziłam się. Nade mną stało gdzieś z 20 osób ! Podenerwowana chciałam stać ! Niestety nie udało mi się. - A teraz trafisz do adopcji tak za 2 dni - powiedział do mnie pewien facet. Zaprowadzili mnie do boksu. Było tam pełno siana ! Zaczęłam z apetytem jeść. Niestety byłam wychudzona ale szybko przybierałam na wadze. Jakiś pan przyszedł i wypuścił mnie na pastwisko razem z innymi koniami. Poznałam tam wiele nowych przyjaciół. Nagle zobaczyłam Federic'a. Odwróciłam się. On przeskoczył płot z drutem kolczastym. - Czego chcesz? - spytałam bez serca. - Pomóc ci ! A teraz szybko uciekamy stąd ! - krzyknął. - Nie. Ja trafię do adopcji - powiedziałam. On na mnie spojrzał. Nagle ludzie przyszli. - Wiesz po wiem Ci jedno Federico. - Słucham - powiedział obojętnie. - Kocham Cię ale wiem , że ty mnie nie. - po tych słowach ludzie zabrali mnie do stajni.... Federcio ? |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz